Siłownia nie sprawi, że schudniesz!

Tak, ja wiem – wszystkim siłownia kojarzy się z wyżyłowanymi koksami, albo z pięknie, nieprzesadnie wyrzeźbionymi kolesiami, tudzież z pannami o talii osy i brazylijskiej dupie. I prawidłowo!

Ale, jest jedno ale.

No właśnie. Oni wcale nie przychodzą tam po to, żeby schudnąć. Oni tam przychodzą rzeźbić ciało. Uprawiać ćwiczenia siłowe. I nie – nie schudniesz kiedy pięć razy podniesiesz sztangę czy ciężarek. I nie, nie schudniesz na suwnicy, ani na ławeczce.

To znaczy, nie – ok, może trochę schudniesz. Ale zanim się to stanie, poczujesz zniechęcenie, że nic się nie dzieje. Zwłaszcza jeśli dopiero rozpoczynasz swoją drogę. Ale jeśli zależy Ci na utracie kilogramów, tkanki tłuszczowej to…

To co robić?

Kardio. Aeroby.

Spalić zbędną tkankę tłuszczową pomoże Ci trening o optymalnej intensywności. Jaka to jest? Musisz poznać swoje tętno maksymalne i pobawić się chwilę w jego mierzenie.

Najlepsze spalanie odbywa się w momencie kiedy Twoje tętno oscyluje pomiędzy 65 a 85 proc. tętna maksymalnego.

Jak to obliczyć?

Najprostsza metoda to podstawienie danych pod wzór:  226 – wiek. Wynik końcowy to Twoje tętno maksymalne i z tego wyniku liczysz 65 do 85%.

Co możesz robić?

Lista aktywności jest bardzo długa. Jeśli chcesz rzeczywiście ćwiczyć na siłowni na maszynach – to polecam bieżnię, zwłaszcza jeśli ustawisz ją pod kątem i będziesz „wchodzić” pod górkę, albo schody treningowe. Całkiem niezłym, choć odrobinę mniej skutecznym rozwiązaniem, jest ergometr wioślarski, bo gdy uzyskujesz większy zakres ruchu, angażujesz więcej mięśni.

Kolejnym sprzętem, jest rower do spinningu, jeśli narzucisz dobre tempo i będziesz pedałować około 40 minut, to będzie całkiem dobry trening kardio.

Niezbyt dobrym pomysłem są natomiast wszelkiego rodzaju orbitreki i półleżące rowery, bo na nich spala się naprawdę najmniej kalorii, a przynajmniej w porównaniu do powyższych sprzętów.

Co jeszcze?

Najlepszym rozwiązaniem są szybkie i intensywne i dynamiczne ćwiczenia fitness. Moja ukochana Zumba – co jest oczywiste, bo jestem instruktorem, ale także Tabata, Les Mills, ABT, TBC, treningi obwodowe.

Jeśli chcecie poćwiczyć z tłustą kulką (znaczy ze mną jak nosiłam rozmiar 48 😀 ) to zapraszam TUTAJ – na zestaw ćwiczeń ze mną i z Nikodemem Kotowiczem.

A w terenie?

Bardzo polecam marszobiegi i w ogóle chodzenie. 1,5 godzinny spacer w jednostajnym, niezbyt wolnym tempie ze słuchawkami na uszach, to jest naprawdę coś, nad czym warto pomyśleć. Można go włączyć do codziennego planu dnia, można go zrobić w każdej chwili, bez wybierania się na siłownię i niepotrzebnej straty czasu, zwłaszcza, kiedy go nie mamy. Wystarczą buty, muzyka na uszach lub przyjaciółka na telefonie i jazda, można iść i spalać kalorie! Jeśli chcecie, możecie dołączyć do naszego wyzwania #wyzwaniekrokomierza na grupie WONDER GIRLS 

Ale…

Cokolwiek byście nie robili, najważniejsza jest dieta. Dieta to 85% sukcesu. Przecież to oczywiste, że kiedy zjesz pół tortu czekoladowego, to kuźwa nie spalisz go i nie wytworzysz deficytu kalorycznego. Tak samo nie spowodujesz zatrzymania skoku insuliny, która pójdzie do góry jak szalona po takiej dawce cukru. Insulina skacze – organizm szaleje – nie spalasz. To dużo bardziej skomplikowany proces, ja tylko upraszczam, ale w dużym uogólnieniu tak to właśnie wygląda.

Ja jestem ogromną fanką likwidacji cukru z diety. Wtedy chudnie się najłatwiej, bo to właśnie cukier jest naszym największym wrogiem i to on siedzi wszędzie tam gdzie się tylko nie spojrzy. Warto więc o tym pomyśleć, po to, żeby wykonane ćwiczenia miały sens, a nie frustrowały, bo nic się nie dzieje.

 

Facebook Comments